eutanazja wierszy surowo zakazana

Autor: Waleczna Arbuz Ninja, Gatunek: Poezja, Dodano: 20 listopada 2017, 13:29:00

 

 

nie zostawiaj wiersza w samotnej szufladzie
tam go nic nie czeka w stęchłej rozpadlinie
zimno mu będzie nijak nie wyrośnie

wyjdź z nim na spacer pozwól dojrzeć słońce
gdy chowa się w chmury ustępując miejsca
srebnej kuli w czerni niczym pocisk w bębnie

daj mu wystrzelić niech piorunem w oczy razi
choć twierdzą o tym święcie przekonani

żeś nieudolny i przekaz niemrawy
wątłe metafory lub zbyt proste rymy

nie zostawiaj wiersza w samotnej szufladzie
wyjdź z nim na spacer pozwól dojrzeć w sobie
nie poganiaj zbyt mocno bo krzywdzisz okrutnie

są takie miejsca gdzie możesz ułożyć litery
namiętnie pisać obrazując wszystko
życie świat człowieka miłość nawet jeśli
 
nie zostawiaj wiersza w samotnej szufladzie
niech rozkwita wiosną latem i jesienią a gdy
biały puch okryje ulice weź go pod rękę lub
włóż do kieszeni właśnie tutaj
właśnie bliżej serca.

Komentarze (12)

  • Piękny i mądry tekst, aczkolwiek bez "lub" w czwartej części.
    No i fakt, ze wiersza nie powinno się zostawiać w szufladzie, do tego "samotnej", ale zanim pochwalimy się nim światu, należy jednak trochę nad nim popracować - żeby nie było bez składu i ładu albo infantylnie, albo idiotycznie, albo...

  • aha, bez lub. no tak, nie wpładłam na to. kurczę.
    Dziękuję bernadetta!!!!

    Małgo Małgorzata Dziękuję!!!!

    przesyłam półbałwankowe uśmiechy, bo już stopniał biały puszek :)

  • Wróciłam jeszcze raz, bo w Twoim wierszu są słowa, które mnie wciąż zastanawiają i nie jestem pewna, co oznaczają. Chodzi o ten fragment:

    daj mu wystrzelić niech piorunem w oczy razi
    choć twierdzą o tym święcie przekonani

    żeś nieudolny i przekaz niemrawy
    wątłe metafory lub zbyt proste rymy.

    W moim wyobrażeniu oczy rażone piorunem nie mogą być oczami czytelników. Wierszami nie można atakować. Wiersza nie pisze się z myślą: "ja im pokażę".

    "Chodzenie z wierszem" to coś innego. Opisałaś to w pozostałych "linijkach".

    Nie wiem po co dokładnie są umieszczone w wierszu te zacytowane przeze mnie strofki, jaka miała być ich wymowa. Jedyne wytłumaczenie, które mnie do nich przekonuje, to takie, że to autor wiersza pozwala się oślepić własnemu tekstowi, pozwala mu zabłysnąć, "pokazać się" w pełnej okazałości, "uwalnia" go, choćby i tam, gdzie "są takie miejsca gdzie możesz ułożyć litery/ namiętnie pisać obrazując wszystko/ życie świat człowieka miłość".
    Na odludziu. W tłoku. Ale jednak - sam na sam. Tam, gdzie się z wierszem wędrowało/zawędrowało/wędruje.

    "Daj mu wystrzelić niech piorunem w oczy razi". Te słowa nie mogą, w moim rozumieniu, dotyczyć czytelnika.

    W moim wyobrażeniu czytelnik sam szuka i znajduje lub nie, ale nie może być zaatakowany wierszem. Bo ucieknie.

    Samo chodzenie z wierszem po świecie, jako model życia - to mi się podoba. Spójrz, jak inaczej wygląda Twój wiersz po odrzuceniu tej niejasnej (może tylko dla mnie?) części:


    nie zostawiaj wiersza w samotnej szufladzie
    tam go nic nie czeka w stęchłej rozpadlinie
    zimno mu będzie nijak nie wyrośnie

    wyjdź z nim na spacer pozwól dojrzeć słońce
    gdy chowa się w chmury ustępując miejsca
    srebnej kuli w czerni

    nie zostawiaj wiersza
    wyjdź z nim na spacer pozwól dojrzeć w sobie
    nie poganiaj zbyt mocno bo krzywdzisz okrutnie

    są takie miejsca gdzie możesz ułożyć litery
    namiętnie pisać obrazując wszystko
    życie świat człowieka miłość nawet jeśli

    nie zostawiaj wiersza w samotnej szufladzie
    niech rozkwita wiosną latem i jesienią a gdy
    biały puch okryje ulice weź go pod rękę lub
    włóż do kieszeni właśnie tutaj
    właśnie bliżej serca.

    (A ten bałwanek to prawie ja, tylko inne mamy skarpetki).


  • Małgo Małgorzato,
    gdybym miała Cię za panią od Polaka w szkole, to zamiast wierszydełków pisałabym powieści horrorowe.

    Wiersz ma porazić, sparaliżować, dopieprzyć, skopać tyłek, dać po ryju, zbluzgać, wyszarpać flaki.

    Wierdz ma utulić, wypieścić, całować, głaskać,

  • (głupi telefon)

    więc ma wygłaskać, wymasować, wyuśmiechać.

    Czytelnik musi być zaatakowany wierszem.


    Dokończę w domu :)


  • Przemyślę wszystko raz jeszcze i jutro dokończę.


  • no więc jest jutro.

    coś jest. gdzieś tam. wokół nas. lub w nas samych.

    nieświadoma zupełnie, włączyłam film. nie wiedziałam o czym będzie.
    przeczytałam krótki opis - ktoś ma przyjrzeć się zjawisku spełniających się cudów, które mają miejsce w pewnym hrabstwie.
    ok. cuda. mistycyzm. se obejrzę.

    pierwsze minuty filmu...

    "POEZJA TO PRZEMIANA KRWI W ATRAMENT" T.S. Eliot

    no, kurczaki! oniemiałam.

    Małgo Małgorzato -
    wierszyk napisałam w maju 2017, miesiącu odrodzenia, odrodzenia się życia w przyrodzie
    ptaszki, kwiatki, słoneczko, ale tegoryczny maj był zimny, spadł śnieg, drzewka owocowe zziębły, i nie obrodziły latem.

    napisałaś:
    W moim wyobrażeniu oczy rażone piorunem nie mogą być oczami czytelników. Wierszami nie można atakować. Wiersza nie pisze się z myślą: "ja im pokażę".

    odpowiadam:
    Zadnego wiersza nie napisałam z myślą "ja im pokażę", jeśli ktoś zaczyna pisać w ten sposób, może się przejechać na swojej myśli, bo pycha gubi. nawet tych największych.

    nie możemy zmusić nikogo, by nas kochał, nie możemy nakazywać czytelnikowi, by wy bierał nasze wiersze. jeśli nie zaiskrzy, nie bedzie chemii, emocji, drżenia, bicia serca, to chój.
    wyobraź sobie, że zostałaś zaproszona na bal. nie pójdziesz w gównianej kiecce z Auchon, tylko przeleciesz najlepsze, najdroższe second handy we wsi, by wybrać najlepszą.
    TWÓJ CEL JEST JEDEN PORAZIĆ GOŚCI SWOIM SUPER, EXTRA WYGLĄDEM, nie na zasadzie paczta jestem wypyszniona, tylko z pytaniem - czy wam się podobam? robię wszystko, żeby tak było, chcę was oszołomić, porazić, a nie pogrozić palcem ja wam pokażę, jaka jestem pyszniutka.

    możemy tylko próbować porazić czytelników.
    nie zawsze sie udaje.
    ale zawsze trzeba próbować.
    :)
    nie wiem, czy takie wytłumaczenie jest dobre, ale nic na tę chwilę nie przychodzi mi do głowy. pewnie za ileś czasu wymyślę coś extra :( czy będę mogła dopisać? plissss.


    film nosi tytuł Hipopotam 2017


  • Małgo M, czy dostałaś kiedyś medal za swoją nieocenioną działalność na rzecz Poezji?
    Liternet powinien obdarzyć cię takim medalem i tytułem -
    Zasłużona dla portalu...


    (jest taki tytuł na Wywrocie - ładny gest, prawda?)


    więc zrobię taki medal Małgo M w podzięce i zawieszę na choince.

    dobranocka :)

  • Nigdy nigdy, mamy bardzo podobne zdanie na temat wiersza. Ja uważam, że w człowieku, który jest poetą, zawsze drzemie nasionko, z którego poeta może coś wyhodować. Może wyhodować kwiat, drzewo, ocean, ale też - bazyliszka. I kiedy już kwiat, drzewo, ocean, bazyliszek zaczynają rosnąć i dojrzewać, poeta nie może tych „tworów” opuścić, nie może ulokować ich w szufladzie. Nawet – nie potrafi. On nosi ten rosnący kwiat, drzewo, ocean i bazyliszka w sobie. Chociaż czasem jest mu z tym ciężko - czuje się szczęśliwy. Te stworzenia, do pewnego czasu, pływają w jego krwi, a nawet są krwią, jak to zauważa Eliot. Poeta „chodzi z wierszem”, tak jak to opisałaś, aż do zdeptania butów, do popękania podeszew, w końcu odrzuca buty, idzie boso, ale idzie, idzie do tej pory, aż wiersz dojrzeje i będzie gotowy, żeby umieścić go „blisko serca”. Ale też, np. w książce.
    Czytelnik, który ten wiersz odnajdzie, może kręcić nosem - jakieś za grube to drzewo i za niskie... Zdarza się też, że wiersz znajdzie inny czytelnik. Taki, który szukał właśnie takiego drzewa. I ten czytelnik obejmie pień (upoi się zapachem, wejdzie do oceanu i zamieni w rybę, świadomie spojrzy w oczy bazyliszka i umrze z uśmiechem na ustach, szepcząc – moje życie było szczęśliwe, bo znalazłem ciebie, mój bazyliszku, moje ty marzenie).
    Czytelnik i wiersz, to niezwykła para.
    Jednak, żeby wiersz trafił, żeby, jak piszesz, „poraził, sparaliżował, dopieprzył, skopał tyłek, dał po ryju, zbluzgał, wyszarpał flaki”, a też (lub - „albo”) - „utulił, wypieścił, całował, głaskał”, najpierw musi to zrobić z autorem.
    Autor i czytelnik to podobni do siebie ludzie. Czytelnik chce usłyszeć, przeczytać, to, co przeczuwa, ale nie potrafi tego nazwać. I nie próbuje nazywać. Autor próbuje. I czasem mu się udaje.
    Jak byłam dzieckiem i poznałam wiersze dla dzieci Tuwima, chciałam zamieszkać z ptakami na gałęzi i razem z nimi „pitpilitać i pimpilić”, i być kołami lokomotywy, które stukają w wierszu: „Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to”. Patrzyłam na czarno-białe zdjęcie Tuwima i głaskałam go palcem po policzku, bo wydawał mi się smutny. Myślałam, że jak dorosnę, to poproszę, żeby został moim mężem, bo na pewno nikt go nie zechce, takiego smutnego i chudego, a nawet trochę brzydkiego. Ale ja – tak! I nosiłam książkę pod sweterkiem, żeby książka miała ciepłą okładkę.
    Jeśli autor jest zadowolony, na pewno znajdzie też czytelnika, który poczuje to samo zadowolenie. Jednak, jeśli autor będzie próbował napisać tak, żeby czytelnik był zadowolony – słaba nadzieja na sukces.
    Czytelniku, mówisz, że nie potrafię? No to patrz!
    To nie tak.
    Ten sposób myślenia mówi o próbie sprostania czyimś gustom. Próbie stworzenia dzieła w postaci oczekiwanej przez czytelnika. Tymczasem najpierw trzeba zadowolić siebie.
    Jeśli autor napisze wiersz, w którym będzie sto razy powtórzone „się”, bo tak właśnie mu się podobało i widzi w tym sens, a przyjdzie jakiś czytelnik i powie: ”Eeee, do niczego! Tyle razy „się”? Nie podoba mi się to „się”, sto razy!, to autor (któremu się to podoba) nie może skreślić ani jednego „się”. Przecież on to „się” odpowiednio „wychodził”, aż do popekanej podeszwy, i uznał, że wiersz może umieścić tuż obok swego serca. Na pewno przyjdzie kiedyś inny czytelnik, który powie: To jest fantastyczny wiersz! Pasuje do mojego nastroju! To „się” tak mnie dzisiaj zmiękcza i rozmiękcza, że aż nie dam rady chodzić! Muszę się położyć i tak poleżeć i pouśmiechać się do sufitu! Jakże potrzebne było mi to "się"...

    „Poeta znajduje siebie, gdy jest rzeczywiście zadowolony z tego, co napisał, a na innych wywołuje to mocne wrażenie, w tym również negatywne”. Charles Simic


  • Małgo Małgorzato,
    trudno cokolwiek do/na/pisać, gdy czyta się taki komentarz.

    Komentarz, który tak naprawdę tworzy osobne - osobliwe twórcze dzieło.

    Pozostaje mi tylko wziąć pod rękę wiersz Twój komentarz, i pójść na spacer.

    :)



    Saro, dziękuję :)

  • Czy TO musi być?
    daj mu wystrzelić niech piorunem w oczy razi
    choć twierdzą o tym święcie przekonani

    żeś nieudolny i przekaz niemrawy
    wątłe metafory lub zbyt proste rymy

    Reszta mi się podoba. Choć wygląda, że eutanazja = szuflada, a to nie jest prawda. Raczej zamrożenie. Ewentualnie śmierć biologiczna.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się